:: List do przyjaciół obecnych i przyszłych List nr 1
Artykuł dodany przez: adamkow (2004-11-24 12:40:16)

Ja Witek Kowalczyk, którego raczej bardzo dobrze znasz, którego już dawno gdzieś tam zaszufladkowałeś, odzywam się do Ciebie (nie znasz, zawsze jest na to dobry czas). Nie bez powodu i nie dla osobistych korzyści. Siedzę sobie już kilka lat na swego rodzaju politycznej &quot;emeryturze&quot; (znaczy do niczego nie należę, nikogo nie obchodzę) i jak zawsze interesuję się życiem społecznym i politycznym naszego, i nie tylko, grodu. Luksus ten (swego rodzaju) dał mi, moim zdaniem, dobrą perspektywę do patrzenia na to co nas otacza, co tworzymy i jak. Wiem, że nie tylko ja odszedłem, ale i mnie opuszczono ze względu na formę mej ekspresji. Kategoryczny sposób wyrażania opinii, to mój problem, z którym nie potrafię sobie poradzić. Wielu z Was to moi nauczyciele, inni uczniowie. Niektórzy z tych drugich mogliby już zmienić perspektywę w stosunku do mojej osoby - choć nie muszą. Nie o mnie w tym liście chodzi. <p>Jest styczeń AD 2003. Po naszej (jak to nazwę) stronie mamy: /A nie jesteśmy już, czy czasowo, w kampanii wyborczej/ Grupy, w tym grupki polityczne Środowiska skupione w różnego rodzaju duszpasterstwach Świeckie stowarzyszenia katolickie Grupy przykościelne, w części złożone z w/w środowisk Oficjalnych przedstawicieli w samorządzie i gminnej władzy Mamy też politycznych liderów, w tym takich, którzy mają się za liderów Największą jednak grupę tzw. zwykłych ludzi, którzy mają prawo uczestniczyć w życiu publicznym, a nikt im nie daje takiej możliwości, powinni być zapraszani do debaty. Wielu z nich ma konkretne zawodowe osiągnięcia. Tak mi się wydaje, że rzeczywistość ta wymaga próby ogarnięcia w/w majątku. </p><p>Wedle mej oceny środowiskom tym brakuje, przede wszystkim koniecznej perspektywy. Najszerzej ją rozumując, różne są bowiem środowiska i na różnym polu działają. Różne jest też zainteresowanie miejskiej zlaicyzowanej społeczności, na propozycje życia społecznego, samorządowego, jakie nasze formacje mogą zaproponować. Na początek jednak należy spojrzeć na wewnętrzną kondycję liderów i grup. Na powody różnego rodzaju alienacji, by nie powiedzieć obcości pomiędzy nimi. Personalnymi uprzedzeniami czy choćby samo zapatrzeniu się we własny świat ocen i zadań na przyszłość. Wiem, że ocena tej rzeczywistości dla kilku mych adresatów jest powodem takiej, a nie innej ich pozycji w sprawie jednoczenia się na szerszą skalę. To znaczy widzą, że nie jest możliwa współpraca i na własną rękę działają (akcyjnie u podstaw), w zależności od okoliczności i osobistych przymiotów. Widzę w tej części pisania, że także uprzedzenia personalne są powodem nie widzenia możliwości współpracy. Różne też nauki, że tak się wyrażę pobierają środowiska od np. autorytetu swej organizacji, nasiąkają nim i nie widzą zupełnie innej perspektywy. Mało tego nie poddają jej wewnętrznej weryfikacji. Szef go nie zmienia i mamy stan nie do ruszenia. Podobne zdarzenia istnieją w części polityczno partyjnej (ale też w ustrojowym samorządzie), tu jednak nie ma idei jest li tylko interes. Ale i na polu religijnym. Grupy cieszą się, że mogą spotykać się w kościele. Tak więc zwrócenie uwagi księdzu to świat abstrakcji. Niestety owe rzeczywistości odpowiadają innym (tym którzy to widzą) jednocześnie tym, którzy mogliby to zmieniać. Tak więc, mamy swego rodzaju stagnację. Próbuję od lat coś w tych sprawach zrobić, zaproponować. </p><p>Niestety nie znajduję osoby, środowiska, które by podjęło temat. Ja z kolei (tak wygląda z mej perspektywy), ponownie wyprzedziłem orkiestrę. Rzeczywiście, można nic nie zmieniać. Sam przecież głoszę poglądy, że jak nie ma zapotrzebowania, to i nie ma sprawy. Milcząca większość (frekwencja wyborcza) jednak nie pozwala, moim zdaniem, stać i czekać. Może jednak na początek ustalić, zasady, formy, sposoby. Zaaprobowane i przestrzegane przez uczestników. Następnie autentyczne otwarcie się na nowych ludzi. To przecież nie kosztuje zbyt wiele, a owoc może dać. Owoc w postaci poważnej wpływowej siły. Poważnej bo dużej, poprzez swe zjednoczenie wielu. Nastąpi także, siłą rzeczy konsolidacja wygłaszanych opinii i poglądów. Do tej pory mamy tyle poglądów i radykalnych ocen, ile osób uczestniczących w dyskusji, w której zresztą (bardzo często) wszyscy mówią, a nikt nie słucha. To nie jest dobra perspektywa na jutro dla przeciętnego mieszkańca. Owszem jest dobra, ale dla zainteresowanych grup politycznych (choć nie tylko) i ich zaplecza. Co Ty na to? Czekam na maila, list tradycyjny, choćby telefon. </p><p>Styczeń 2003 </p>


adres tego artykułu: kowalczyk.info.pl/articles.php?id=7